środa, 10 lipca 2013

Fashion victims

 Nie rozumiem ludzi, którzy ślepo podążają za modą. Wiecie, tacy co uważają, że człowiek dobrze wygląda tylko wtedy, kiedy wykupi całą nową kolekcję ze wszystkich sieciówek. A oczywiście stare ubranie trzeba wyrzucić, żeby przez przypadek nie założyć tak strasznie już nie modnych rzeczy. Do takich ludzi: nie wyglądacie stylowo, wyglądacie jak żałosne klony. Bo  nie sztuką jest wejść do galerii handlowej, wydać mnóstwo pieniędzy i wyglądać jak z katalogu zary czy h&m. Prawdziwym wyzwaniem jest ubrać się, za małą sumę, korzystając z małych sklepików, bazarków i secon handów. A do tego wszystkiego inwencja własna, diy i takie tam sprawy... Ja jestem aktualnie na etapie nie kupowania w sieciówkach. Dlaczego? Bo są to zazwyczaj rzeczy nudne, drogie i słabej jakości... Ale najbardziej mnie przeraża, że taką samą sukienkę może mieć tysiące dziewczyn na świecie... Ale od pewnego czasu jestem maksymalnie zakochana w second handach. Tak bardzo, że kiedy dziś do jednego z nich weszłam, po pewnym okresie przerwy, dostałam dreszczy. Zaczyna działać to na mnie jak narkotyk. Kiedyś nie wyobrażałam sobie, że w takim sklepie można cokolwiek kupić, a teraz nie mogę bez tego żyć... Choć nie jestem jeszcze na tyle dobrym łowcą, nie dokońca potrafię znaleść tych wszystkich perełek, które tam niewątpliwie czekają, to moja szafa powiększyła się dzięki takim zakupą o kilka fajnych ciuszków. I ogólnie takie zakupy są jakieś takie klimatyczne, każda z tych rzeczy ma jakąś swoją historię... I każdą z was, która nie jest jeszcze przekonana do zakupów w second handach, gorąco zachęcam. To idealny sposób na posiadanie wielkiej, a co najważniejsze oryginalnej kolekcji ubrań.

1 komentarz:

  1. Ja uważam tak samo jak Ty. Nie mogłabym wyglądać tak samo jak kilkanaście dziewczyn na ulicy, dlatego też uwielbiam second handy i praktycznie tylko tam kupuję i ciesze się że wyglądam oryginalnie dzięki temu ;)) pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń