piątek, 12 lipca 2013

Nails

 Zawsze całkiem nieźle dawałam sobie radę z kosmetycznymi rzeczami, oprócz jednej.... Moje paznokcie zawsze były totalną katastrofą. Nie dość, że same w sobie zawsze były słabe, to jeszcze nie potrafię sobie porządnie pomalować ich nawet jednym kolorem, a o wzorkach to już nie mówię. Zawszę zazdrościłam dziewczyną które zawsze mają idealny francuski manicure. A ja? Ja zawsze udawałam, że niewycięte skórki i luki w lakierze, to taki mój image. Wiecie, coby wyglądać na kobietę, której nie dokońca zależy jak wygląda, podchodzącej bez stresu do samej siebie. Ale w głębi serca marzyłam, żeby moje dłonie zawsze wyglądały tak
 Ale jak bardzo się starałam, nigdy tak nie było. Chyba, że przeszłam się do kosmetyczki lub jakaś zdolna koleżanka się nade mną zlitowała. A jak nie? To malowaluje je na krzykliwy kolor i udaję, że wszystko jest z nimi wporządku.
 Nigdy się jakoś nie interesowałam paznokciowymi trendami, ale jeden od razu przykuł moją uwagę. Chodzi mi o matowy manicure. Gdy zobaczyłam taki w kolorze czarnym od razu się zakochałam.
 A ostatnio przeglądając neta, znalazłam genialny pomysł jak zrobić matowy manicure, nie używając specjalistycznego lakieru.
Chcecie żeby wasze paznokcie zamiast wyglądać tak:

Wyglądały tak, przy użyciu tego samego lakieru?

Wystarczy para wodna. Po pomalowaniu paznokci, zanim wyschną podstawiamy dłoń pod parę z gotującej się wody, zupy, anything... Po chwili połyskujący, czy jak nazwać zwykły lakier, zamienia się w matowy. Prosty i genialny pomysł.

środa, 10 lipca 2013

Fashion victims

 Nie rozumiem ludzi, którzy ślepo podążają za modą. Wiecie, tacy co uważają, że człowiek dobrze wygląda tylko wtedy, kiedy wykupi całą nową kolekcję ze wszystkich sieciówek. A oczywiście stare ubranie trzeba wyrzucić, żeby przez przypadek nie założyć tak strasznie już nie modnych rzeczy. Do takich ludzi: nie wyglądacie stylowo, wyglądacie jak żałosne klony. Bo  nie sztuką jest wejść do galerii handlowej, wydać mnóstwo pieniędzy i wyglądać jak z katalogu zary czy h&m. Prawdziwym wyzwaniem jest ubrać się, za małą sumę, korzystając z małych sklepików, bazarków i secon handów. A do tego wszystkiego inwencja własna, diy i takie tam sprawy... Ja jestem aktualnie na etapie nie kupowania w sieciówkach. Dlaczego? Bo są to zazwyczaj rzeczy nudne, drogie i słabej jakości... Ale najbardziej mnie przeraża, że taką samą sukienkę może mieć tysiące dziewczyn na świecie... Ale od pewnego czasu jestem maksymalnie zakochana w second handach. Tak bardzo, że kiedy dziś do jednego z nich weszłam, po pewnym okresie przerwy, dostałam dreszczy. Zaczyna działać to na mnie jak narkotyk. Kiedyś nie wyobrażałam sobie, że w takim sklepie można cokolwiek kupić, a teraz nie mogę bez tego żyć... Choć nie jestem jeszcze na tyle dobrym łowcą, nie dokońca potrafię znaleść tych wszystkich perełek, które tam niewątpliwie czekają, to moja szafa powiększyła się dzięki takim zakupą o kilka fajnych ciuszków. I ogólnie takie zakupy są jakieś takie klimatyczne, każda z tych rzeczy ma jakąś swoją historię... I każdą z was, która nie jest jeszcze przekonana do zakupów w second handach, gorąco zachęcam. To idealny sposób na posiadanie wielkiej, a co najważniejsze oryginalnej kolekcji ubrań.